Na dnie piekieł
Jacek Zbudniewek, skierniewiczanin, uczestnik międzynarodowej wyprawy na K2, odpowiedzialny za przekaz satelitarny, z którym połączyliśmy się wczoraj telefonicznie, podzielił się z nami wrażeniami z bazy na wysokości 5.200 metrów: - W ekipie telewizyjnej pozostało nas dwóch. Razem z Krzysztofem Rzepeckim walczyliśmy w nocy, by nie porwało nam sprzętu. Od wielu godzin nieustannie wieje ogłuszający wiatr. Czujemy się jak na dnie piekieł. Doświadczeni alpiniści mówią, że to nic takiego, więc może się przyzwyczaimy.
Humory wszystkim dopisują. Szef wyprawy Krzysztof Wielicki wciąż ma trochę problemów z założeniem drugiego obozu na wysokości 6.700 m. Dwa zespoły taszczą sprzęt do obozów na wysokości. 5.900 i 6.700 m. Od ich założenia zależy właściwie wszystko. O tym, czy atak na szczyt ma szansę powodzenia, nie rozmawiamy. To temat tabu. Za każdym razem plany dotyczą tylko najbliższego dnia.
Czekamy, aż wiejący od południa wiatr trochę ucichnie, ale nie narzekamy na brak zajęć. Ciągle coś trzeba przenieść lub poprawić. Jeśli tylko czas pozwala, bierzemy do rąk kamerę lub aparat fotograficzny i dokumentujemy, co się da. Trochę zastępujemy ekipę filmową.
Pozdrawiam Czytelników "Dziennika". Muszę kończyć, bo ręce zmarzły mi na kość. (AND)
Za: Dziennik Łódzki